Wsi spokojna, wsi wesoła…

„Wsi spokojna, wsi wesoła, który głos twej chwale zdoła”? Tak właśnie wydaje nam się, gdy postanawiamy porzucić miejskie życie i wyruszyć na podbój wsi.

Wsi spokojna, wsi wesoła, który głos twej chwale zdoła? Tak właśnie wydaje nam się, gdy postanawiamy porzucić miejskie życie i wyruszyć na podbój wsi. Wieś jawi nam się niczym ziemia obiecana, raj, przeciwny biegun korpożycia, sielanka i święty spokój. Wydaje nam się, że będziemy rozkoszować się wschodami słońca, jeździć rowerem na romantyczne zakupy do GS-u i smażyć z sąsiadką powidła.

Czy jest tak w rzeczywistości? Na ile nasze wyobrażenia o sielskości wsi są prawdziwe?

Przeprowadzka na wieś dla wielu osób jest ucieczką od dotychczasowego życia. Ucieczki mają jednak to do siebie, że wyobrażenie o tym, jak będzie po ucieczce jest totalnie odrealnione. Gdy planujemy tak radykalną zmianę, zaczytujemy się w magazynach o wiejskim życiu, z nich czerpiemy wiedzę o tym jak będzie. Naiwnie wierzymy, że będziemy mieli piękne grządki bez pracy i szkodników, czas na kawę na tarasie, od sąsiadki, z którą się zaprzyjaźnimy kupimy mleko a wieczorami będziemy spacerować bezdrożami i podziwiać malownicze pejzaże polskiej wsi.

Na początku po przeprowadzce pierwsza faza to euforia, wszystko nowe, ciekawe, fascynujące. Znajomi napływają szerokim strumieniem, każdy chce zakosztować naszego nowego życia, poleżeć nago w bruździe ziemi i pośmiać się z naszej szalonej decyzji.

Kolejny etap to etap przerażenia. Pojawia się zwykle wtedy, gdy okazuje się, że jesteśmy znikąd a znajomi nasycili się wiejskimi atrakcjami, grillowaniem i podziwianiem maszyn rolniczych. Pojawia się nowa trudność, zmienia się nasz tryb życia, klimat rozrywek, które nas kręcą, wolimy podłubać łopatką w grządce niż pojechać do kina, wkładamy crocsy i mamy wiecznie brudne nogi i zupełnie przestajemy rozumieć fascynację koleżanki nową torebką Michael Kors.

Znajomi patrzą na nas podejrzliwie, nie jesteśmy już „miastowi”, dla lokalersów jesteśmy nimi nadal, są mili, jest poprawnie, ale nikt nie ma odwagi na bliższą zażyłość. Wszyscy patrzą nieufnie, a my czujemy się osamotnieni. Na tym też etapie pojawiają się rozterki, tęsknoty za znajomymi, dostępnością produktów w sklepie, bo w naszym GS-ie jak się okazuje, można kupić zapałki, alkohol i wiecznie czerstwe pieczywo.

Tak naprawdę na tym etapie, to w nas zachodzi zmiana i po prostu pewnego dnia, gdy przestajemy się zastanawiać i zaczynamy po prostu żyć, puszczamy wiejskie korzenie.
I nagle okazuje się, że wiejskie życie nie jest takim wiecznym relaksem, jak się wydawało nam wcześniej, a my kochamy ten stan pozytywnego wyczerpania zwyczajnymi prostymi czynnościami. Pojawiają się pierwsze znajomości, sąsiadki zatrzymują się przy płocie, by nas zagaić, byśmy wpadli po rozsadę kapusty czy kwiatowe kłącza.

Przychodzi też ten moment, gdy odwiedzamy miasto coraz mniej i to z wyboru, a po jakimś czasie pojawia się wręcz awersja do takich wypraw, przeszkadzają nam korki, spaliny i wieczny tłok.

na wsi

Zycie na wsi nie jest proste, tak samo jak i życie w mieście. Ludzie są różni wszędzie i jak wszędzie są sympatie i antypatie. Wieś nie jest na pewno panaceum na bycie nieszczęśliwym i nie jest dla zarozumialców. Nie da się w małej społeczności żyć anonimowo a im bardziej będziemy zamknięci w sobie, tym ciekawsze opowieści będą krążyć na nasz temat.

Czy wieś z polskich seriali jest mocno przerysowaną społecznością w krzywym zwierciadle? Nie zupełnie, paradoksalnie wiejskiemu życiu bliżej do wszystkim znanych Wilkowyj niż przestylizowanych zdjęć z rabatami w tle.

Paulina Herman, Folkmyself

X
Przeczytaj poprzedni wpis:
prasówka maj
Przewijaj powoli: maj

Niemal w połowie “drugiej majówki” nie będziemy wysyłać Was po...

Zamknij